drżę
gdy uśmiechasz się
przez sen
pachniesz wtedy sadem
twój oddech
prowadzi mnie
na świeżo skoszoną łąkę
ty – w za dużych sandałach
i babcinych mitynkach
jak na goalkeepera przystało
i ja – twój obrońca i egzekutor
moja bramka od wiśni do gruszy
twoja
niczym uśmiech
od ucha do ucha
tu miłość między mężczyznami
dojrzewa do przyjaźni
tu do biedronek mówi się
biedronówa
zanim moje oczy zgasną
jak jupitery
chcę zobaczyć cię na kolanach
wśród łopianu
szepczącego
jeszcze jeden
jeszcze jeden tato
Kazimierz Wierzyński
”Match footballowy”
Oto tu jest największe Colosseum świata,
Tu serce żądz i życia bije najwymowniej,
Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata
Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.
Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.
Z Uralu w bój posłaną jak z lufy moździerza,
Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,
Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,
Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada.
Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta,
Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona,
Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta,
Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.
I pokażcie mi teraz - gdzie, w jakich teatrach
Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:
Zamora, lecąc w górę jak żagiel na wiatrach,
Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!
Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,
Półkole trybun płonie niczym aureola
l jak wielka tęsknota za zwycięską sławą
letni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!
Jeden z wierszy księdza Szymika z Jego tomu "Cierpliwość Boga". Wiersz ten jest dedykowany Marysi- siostrzenicy księdza:
"Gra w piłkę. Wczesny wieczór, latem"
Masz osiem lat,
koński ogon a la Camoranesi
i podrabianą koszulkę reprezentacji Brazylii na sobie.
I wszystko przed sobą.
Strzelam na Twoją bramkę.
Zaśmiewamy się oboje.
Nadaję piłce rotację, celuję w okienko,
dbam o to, żebyś się nie bała.
Ani piłki,
ani utraty gola,
ani niczego.
Nad nami dogasają lipcowe zorze
(pomyśl, jacy byliśmy wtedy szczęśliwi).
Moje myśli są daleko stąd,
ale moje serce jest ufne, przy Tobie.
Widzę, jak pewnego dnia
dotykasz jedwabistej miękkości białej sukni
albo szorstkiego brzegu habitu.
Jak on zechce, bądź wolna.
Widzę też, jak
dotykasz tych, których Ci powierzy.
Jak dobrą będziesz kobietą.
I widzę, jak
dotykasz mojego policzka whwili, kiedy odchodzę.
Będziesz wtedy blisko, wiem.
Bywam nie najgorszym prorokiem, zobaczysz.
Ale teraz trwa ten wieczór na naszym boisku.
I zaśmiewamy się oboje.
Do utraty tchu