Skontaktuj się z autorami strony

Strona Miejskiej Ligi Piłki Nożnej w Augustowie

    Erazm Stefanowski


    "Nasz mecz"

    drżę
    gdy uśmiechasz się
    przez sen
    pachniesz wtedy sadem

    twój oddech
    prowadzi mnie
    na świeżo skoszoną łąkę

    ty – w za dużych sandałach
    i babcinych mitynkach
    jak na goalkeepera przystało
    i ja – twój obrońca i egzekutor

    moja bramka od wiśni do gruszy
    twoja
    niczym uśmiech
    od ucha do ucha

    tu miłość między mężczyznami
    dojrzewa do przyjaźni
    tu do biedronek mówi się
    biedronówa

    zanim moje oczy zgasną
    jak jupitery
    chcę zobaczyć cię na kolanach
    wśród łopianu
    szepczącego
    jeszcze jeden
    jeszcze jeden tato




    Kazimierz Wierzyński


    ”Match footballowy”

    Oto tu jest największe Colosseum świata,
    Tu serce żądz i życia bije najwymowniej,
    Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata
    Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.

    Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,
    Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,
    Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,
    Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.

    Z Uralu w bój posłaną jak z lufy moździerza,
    Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,
    Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,
    Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada.

    Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta,
    Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona,
    Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta,
    Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.

    I pokażcie mi teraz - gdzie, w jakich teatrach
    Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:
    Zamora, lecąc w górę jak żagiel na wiatrach,
    Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!

    Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,
    Półkole trybun płonie niczym aureola
    l jak wielka tęsknota za zwycięską sławą
    letni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!


    Jeden z wierszy księdza Szymika z Jego tomu "Cierpliwość Boga". Wiersz ten jest dedykowany Marysi- siostrzenicy księdza:

    "Gra w piłkę. Wczesny wieczór, latem"

    Masz osiem lat,
    koński ogon a la Camoranesi
    i podrabianą koszulkę reprezentacji Brazylii na sobie.
    I wszystko przed sobą.

    Strzelam na Twoją bramkę.
    Zaśmiewamy się oboje.
    Nadaję piłce rotację, celuję w okienko,
    dbam o to, żebyś się nie bała.
    Ani piłki,
    ani utraty gola,
    ani niczego.

    Nad nami dogasają lipcowe zorze
    (pomyśl, jacy byliśmy wtedy szczęśliwi).
    Moje myśli są daleko stąd,
    ale moje serce jest ufne, przy Tobie.

    Widzę, jak pewnego dnia
    dotykasz jedwabistej miękkości białej sukni
    albo szorstkiego brzegu habitu.
    Jak on zechce, bądź wolna.

    Widzę też, jak
    dotykasz tych, których Ci powierzy.
    Jak dobrą będziesz kobietą.

    I widzę, jak
    dotykasz mojego policzka whwili, kiedy odchodzę.
    Będziesz wtedy blisko, wiem.
    Bywam nie najgorszym prorokiem, zobaczysz.

    Ale teraz trwa ten wieczór na naszym boisku.
    I zaśmiewamy się oboje.
    Do utraty tchu

    Na początek